Ruch ¦wiat³o ¯ycie diecezji siedleckiej
Strona g³ówna · Kontakt · Linki · Galeria · Video · Ks. Marek Boruc · Domowy Ko¶ció³ Diecezji Siedleckiej · Wolontariat misyjnyWrzesieñ 03 2010 04:55:11
Nawigacja
Strona g³ówna
Moria
Pobieranie plików

Kontakt
Linki
Galeria
Video
Szukaj

Ks. Marek Boruc
Domowy Ko¶ció³ Diecezji Siedleckiej
Oaza Dzieci Bo¿ych
Polecamy
Oaza.pl
Domowy Ko¶ció³
Krucjata Wyzwolenia Cz³owieka
Ks. Franciszek Blachnicki
Czytania na ka¿dy dzieñ
Diakonia ¯ycia
Duszpasterstwo Rodzin Diecezji Siedleckiej
Ks. Marek Boruc

"Gdy siê mia³o szczê¶cie, które siê nie trafia.
Czyje¶ cia³o i duszê ca³±, a zostaje tylko fotografia - to jest to bardzo, bardzo ma³o."
Dziêkujê, ¿e by³e¶!


   Ks. Marek Boruc, syn Stanis³awa i Teresy, urodzi³ siê 20 lutego 1951 r. w Siedlcach. W roku 1960 przyjmuje Pierwsz± Komuniê ¦wiêt±. Uczêszcza najpierw do szko³y Podstawowej nr 6, a pó¼niej nr 3 w Siedlcach. Naukê w szkole ¶redniej rozpoczyna w roku 1965 i jest to Liceum Ogólnokszta³c±ce im. Boles³awa Prusa w Siedlcach. Po ukoñczeniu szko³y ¶redniej w 1969 r. wst±pi³ do WSD w Siedlcach. Ks. Marek jeszcze jako kleryk uczestniczy³ w s³ynnym Dniu Wspólnoty w dniu 16 sierpnia 1972 na górze B³yszcz z udzia³em kard. Karola Wojty³y. ¦wiêcenia kap³añskie przyj±³ 7 czerwca 1975 r. z r±k bp. Jana Mazura.
   Od 21 czerwca 1975 r. pracowa³ jako wikariusz w parafii Stara Wie¶, od 1 lipca 1976 r. - Sadowne, a od 21 lipca 1978 r. do 1 lipca 1986 r. - Przemienienia Pañskiego w £ukowie.
   Od 19 stycznia 1981 r. pe³ni³ funkcjê zastêpcy diecezjalnego moderatora Ruchu ¦wiat³o - ¯ycie, a od 27 stycznia 1983 r. do 25 sierpnia 2003 r. - moderatora. Przez kilkana¶cie lat ³±czy³ j± z pos³ug± moderatora diecezjalnego Domowego Ko¶cio³a. Mia³ tak¿e propozycjê podjêcia wa¿nych funkcji w Krajowym Duszpasterstwie S³u¿by Liturgicznej oraz Ruchu ¦wiat³o-¯ycie. Od 21 maja 1985 r. by³ diecezjalnym referentem duszpasterstwa s³u¿by liturgicznej. Od 7 stycznia 2003 do 31 stycznia 2004 r. pe³ni³ funkcjê kierownika Dzia³u Duszpasterstwa i Kultu Kurii Diecezjalnej Siedleckiej.
   Ks. Marek podejmowa³ pos³ugi na szczeblu krajowym. By³ pierwszym moderatorem krajowym Krucjaty Wyzwolenia Cz³owieka. 3 pa¼dziernika 2000 r. uzyska³ zgodê bp. Jana Wiktora Nowaka na przynale¿no¶æ do stowarzyszenia "Unia Kap³anów Chrystusa S³ugi" - cz³onek zarz±du. By³ moderatorem Centralnej Diakonii Deuterokatechumenatu, delegatem Kolegium Moderatorów do Centralnej Diakonii Jedno¶ci Ruchu.
   Przez wiele lat prowadzi³ nabo¿eñstwo z b³ogos³awieñstwem animatorów podczas Centralnej Oazy Matki w Kro¶cienku.
   Przewodniczy³ i g³osi³ homilie w czasie jutrzni podczas Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu.
   Wielokrotnie prowadzi³ równie¿ Oazê Rekolekcyjn± Diakonii Jedno¶ci, która odbywa siê zawsze w Kro¶cienku przed niedziel± Chrztu Pañskiego i w gronie odpowiedzialnych rozpoczyna pochylanie siê Ruchu nad tematem nowego roku pracy.
   Prowadzi³ oazy letnie dla m³odzie¿y oraz krótsze rekolekcje dla rodzin. - Bardzo siê cieszê na wakacje, na oazy. Nie mogê siê ju¿ ich doczekaæ - mówi³ w 1992 r. w wywiadzie dla pisma "Oaza". - Klimatu, atmosfery tego czasu wzrostu, przygl±dania siê ludziom. Bardzo mnie ciesz± oazy i to co siê w ludziach dzieje, i w zasadzie chcia³bym tylko to robiæ.
22 stycznia 2004 r. zosta³ mianowany proboszczem parafii Kotuñ.
8 wrze¶nia 2007r. modli³ siê w Kotuniu nad nowym moderatorem generalnym Ruchu ks. Adamem Wodarczykiem. Urz±d proboszcza w Kotuniu pe³ni³ do ¶mierci tj. 1 grudnia 2007r.
Msza ¶w. pogrzebowa celebrowana by³a przez ordynariusza siedleckiego bp. Zbigniewa Kiernikowskiego w czwartek, 6 grudnia, o 11.00 w katedrze siedleckiej. Nastêpnie cia³o zmar³ego kap³ana zosta³o pochowane na cmentarzu w Siedlcach.

WSPOMNIENIA O KS. MARKU
KSIÊGA PAMIÊCI
GALERIA
Ks. Marek o ks. W. Danielskim cz. 1
Ks. Marek o ks. W. Danielskim cz.2

Wymagaj±cy i radykalny    Kim dla mnie by³ ks. Marek? Na pewno by³ Mê¿em Bo¿ym, cz³owiekiem wiary, wiernym s³ug± Chrystusa i Ko¶cio³a. Jednocze¶nie by³ zaanga¿owany na pierwszej linii odnowy Ko¶cio³a w Polsce po II Soborze Watykañskim. Zachwyci³ siê praktyczn± wizj± Ko¶cio³a, jak± zaproponowa³ S³uga Bo¿y ks. Franciszek Blachnicki. By³ entuzjast± nauczania S³ugi Bo¿ego papie¿a Jana Paw³a II, rozmi³owa³ siê w klimacie Ducha, jaki niós³ z sob± jego spowiednik i duchowy przewodnik, ks. Wojciech Danielski. By³ te¿ cz³owiekiem swojej ziemi, Podlasia, swojego Ko¶cio³a. Pamiêtam, jak zaraz po beatyfikacji mêczenników z Pratulina, na jedno z pierwszych ogólnopolskich spotkañ Ruchu w Kro¶cienku przywióz³ ich relikwie i lampki oliwne, aby podzieliæ siê darem owocu wiary ludzi swojej ma³ej ojczyzny.
   Ks. Marek by³ bibliofilem. By³ g³odny wiedzy, bardzo du¿o czyta³, i to zarówno wiele ksi±¿ek (trudno chyba bêdzie policzyæ jego ksiêgozbiór), jak i prasê codzienn± i niejeden tygodnik. Chêtnie siê dzieli³ zdobyt± wiedz±. To te¿ by³o zawarte w jego homiliach i naukach. By³ dobrym mówc±, trze¼wym, wymagaj±cym, czasem a¿ do bólu radykalnym, ale kiedy pochyla³ siê nad konkretnym cz³owiekiem, potrafi³ mu oddaæ ca³e serce. Czêsto pod zewnêtrzn± pow³ok± surowo¶ci, ukrywa³ swoj± wielk± wra¿liwo¶æ i dobroæ.
   Jaki by³ ks. Marek? By³ zawsze uczciwy i szczery, ale i bardzo krytyczny, czêsto surowy w ocenach. Nieraz obrywa³o siê nawet tym najbli¿szym, tym, których kocha³. Nieraz gwa³townie wyra¿a³ swój protest wobec fikcji i hipokryzji we wspólnocie Ruchu, w Ko¶ciele, nierzadko rani±c swoich adwersarzy. Zawsze robi³ to jednak z troski i w poczuciu odpowiedzialno¶ci za piêkno Oblubienicy Chrystusa. Czêsto czu³ siê w tym nierozumiany. Trochê jak prorok, nie by³ dobrym dyplomat±. Maj±c czêsto racjê, równie czêsto jednak "grzeszy³" form±, przez co "obrywa³" i od swoich wspó³pracowników i od swoich prze³o¿onych. Czêstokroæ przez to osamotniony, cierpia³ z tego powodu...
   Stale pracowa³ nad sob±. Martwi³ siê, ¿e tak niewiele potrafi zmieniæ w sobie. Zawsze prawdziwy w swoich s³abo¶ciach przed Panem, ale i pe³en ufno¶ci wobec bezmiaru Bo¿ego Mi³osierdzia, powierza³ siê jak dziecko swemu Ojcu.
ks. Ryszard Nowak


Kocha³ atmosferê oazy.    Jednocze¶nie "wymusza³" przek³adanie ¦wiat³a na codzienne ¿ycie, po to by¶my nie stali siê jedynie teoretykami. Jemu zawdziêczam pierwsze i pó¼niejsze odwiedziny Centrali Ruchu ¦wiat³o-¯ycie w Kro¶cienku nad Dunajcem, Kurs Oazowy dla Animatorów w austriackiej dolinie Lehtalu i pó¼niejsze rekolekcje w Rzymie, spotkania z lud¼mi, którzy do dzisiaj s± moimi przyjació³mi. Z ca³± pewno¶ci± jest to cz³owiek, którego spotkanie by³o dla mojego pó¼niejszego ¿ycia bardzo istotne, bardzo rozwojowe. To wreszcie ks. Marek, jako celebrans, b³ogos³awi³ mnie i mojej ¿onie na progu naszego ma³¿eñskiego ¿ycia. Mówili¶my do Ciebie: "Szefie", bo faktycznie by³e¶ naszym niekwestionowanym liderem. Dziêkujê Ci za wszystko, co zrobi³e¶ dla mnie i dla mojej grupy.
Pawe³ Smyk


Dobrze, ¿e jeste¶!    Zaczynam tym oazowym pozdrowieniem, chocia¿ mo¿e w sytuacji, gdy odszed³e¶ ju¿ do Pana, zabrzmi ono jak paradoks. Przecie¿ fizycznie nie ma ju¿ Ciebie w¶ród nas ... . A mimo wszystko jeste¶!!! ¯yjesz w naszych sercach, pamiêci, w tym, co dobrego w ludziach ukszta³towa³e¶. ¯yjesz we wspomnieniach, pragnieniach i têsknotach, czasami w wyrzutach sumienia i ¿alu.
   Doskonale pamiêtam nasze pierwsze spotkania. Przyszed³e¶ do parafii Przemienienia Pañskiego w £ukowie i uczy³e¶ religii (w tamtych czasach religii nie uczy³o siê w szkole, tylko w salach katechetycznych przy ko¶ciele). Trochê siê Ciebie ba³am: okulary w grubych oprawach, surowo¶æ, powa¿ny i potê¿ny wygl±d. Chyba z tego strachu nie potrafi³am bez fa³szowania za¶piewaæ najprostszej piosenki. A tak bardzo chcia³am zapisaæ siê do scholi, któr± w³a¶nie tworzy³e¶. Mimo wszystko zosta³am przyjêta. By³ to wtedy zaszczyt i wyró¿nienie. Równie¿ ch³opcy garnêli siê do s³u¿by liturgicznej. Chyba takiej liczby ministrantów i lektorów nie mia³a ¿adna inna parafia.
   Pamiêtam nasze wspólne wyjazdy do Czêstochowy, Niepokalanowa, Kodnia, Pratulina, Le¶nej Podlaskiej. Je¼dzili¶my kilkoma autobusami (mo¿e kto¶ ko³o "czterdziestki" pamiêta jeszcze niebieskie autobusy tzw. "ogórki" z przyczep±?). To by³y wyprawy, które spaja³y wspólnotê, jednoczy³y ludzi, otwiera³y oczy na ¶wiat i Boga.
   Jednak najbardziej czeka³am na wyjazdy wakacyjne. Nie wyobra¿a³am sobie wakacji bez oazy. Le¶na Podlaska to takie miejsce, które (pomimo, ¿e byli¶my tam wiele razy) nikomu siê nie znudzi³o. Nikomu te¿ nie znudzi³ siê ¿ó³ty (a w³a¶ciwie pomarañczowy) ser, salami i solone mas³o z darów. Przecie¿ by³y to w Polsce tzw. "trudne czasy".
   Nie sposób zapomnieæ o wielu godzinach rozmów, spacerach wokó³ le¶niañskiej bazyliki, liturgiach Mszy ¶wiêtych celebrowanych przez Ciebie z ogromn± perfekcj± i umi³owaniem. Wszyscy lektorzy i ministranci tak pe³nili s³u¿bê liturgiczn± jak s³u¿bê wojskow±. Chyba porozumiewali siê wzrokiem lub telepatycznie wydawali sobie komendy, bo wszystkie czynno¶ci przy o³tarzu by³y wykonywane wzorowo. Pewnie te¿ nikogo nie dziwi³o, ¿e wszystkie dziewczyny ze scholi "kocha³y siê" w lektorach i ministrantach. Te nasze pierwsze sympatie, zakochania, przyja¼nie. Wiele z nich przetrwa³o do dzi¶.
   Bawili¶my siê razem na naszych 18 urodzinach (to nie by³ "obciach" zaprosiæ ksiêdza), b³ogos³awi³e¶ na naszych ¶lubach, by³e¶ na wielu prymicjach. W tamtych czasach, gdy byli¶my m³odzi, Ty Ksiê¿e Marku, by³e¶ naszym Szefem, przewodnikiem i przyjacielem. Owszem, nie zawsze podoba³y siê nam twoje wymagania i decyzje. Czêsto buntowali¶my siê i odchodzili¶my. Jednak zawsze by³a szansa powrotu.
   Mo¿e wielu z nas dopiero po latach (gdy sami jeste¶my rodzicami nastolatków) rozumie Ciebie, podziwia Twoj± stanowczo¶æ, autentyczno¶æ i prawdziwe oddanie Ruchowi ¦wiat³o- ¯ycie. Ty niczego nie robi³e¶ na pokaz, ¿y³e¶ tym, w co wierzy³e¶.
   Nauczy³e¶ nas umi³owania liturgii, modlitwy. Rozkocha³e¶ w poezji ksiêdza Jana Twardowskiego, ksi±¿kach Michela Quoista. Prowadzi³e¶ nas od dzieciñstwa przez lata m³odo¶ci i wprowadzi³e¶ w doros³o¶æ. Dziêki Twojemu przewodnictwu ukszta³towa³ siê nasz "krêgos³up moralny", który trzyma nas w pionie i nie pozwala, aby ¿ycie za bardzo nas zwichrowa³o. Zaszczepi³e¶ w nas wra¿liwo¶æ i têsknotê, aby ci±gle stawaæ siê lepszym.
Powtarza³e¶ s³owa Biblii: "Trzeba byæ zimnym, albo gor±cym. Nie mo¿na byæ byle jakim". Sam ¿y³e¶ t± prawd±. Wymaga³e¶ od nas, ale przede wszystkim od siebie. Umia³e¶ ludzi jednoczyæ, ale jednocze¶nie szanowa³e¶ ró¿nice, pozostawia³e¶ wolno¶æ wyboru. Przy Tobie mogli¶my pozostaæ sob±, a jednocze¶nie pragnêli¶my stawaæ siê lepszymi.
   Nawet ta smutna wiadomo¶æ o Twojej ¶mierci zjednoczy³a ludzi. Byæ mo¿e wielu z nas nie mia³o z Tob± kontaktu przez dwadzie¶cia lat. To nie przeszkadza³o, ¿e ci±gle jeste¶ nam bliski, ¿e nie wstydzili¶my siê ³ez przy Twojej trumnie.
   ¯a³ujê, ¿e nie zd±¿y³am siê z Tob± Ksiê¿e Marku po¿egnaæ, ¿e nie powiedzia³am osobi¶cie tego, co czuje moja serce. Dopiero przy Twojej trumnie mog³am wyp³akaæ ten ¿al do samej siebie, ¿e nie zd±¿y³am ... . Jak bardzo d¼wiêcza³ mi w uszach wiersz ksiêdza Twardowskiego "¦pieszmy siê kochaæ ludzi". Uca³owanie stu³y opasuj±cej Twoj± trumnê by³o dla mnie po¿egnaniem i podziêkowaniem. Kiedy¶ tak¿e ca³owali¶my Twoj± stu³ê, gdy w konfesjonale jednoczy³e¶ nas z Bogiem.
   Gdy zapalam znicz na Twoim grobie, tak wiele my¶li ci¶nie siê do g³owy, tyle chcia³oby siê powiedzieæ ... . Jednak wystarczy tylko jedno proste s³owo: DZIÊKUJÊ.
Go¶ka

P.S.
   Szefie, do³±czam siê do podziêkowañ Gosi - mojej ¿ony, któr± pozna³em na oazie w Le¶nej Podlaskiej. By³em wtedy harcerzem zastêpu "TYTUS (nazwa pochodzi³a z Pisma ¦w. - "List do Tytusa", a nie z tytu³u znanego komiksu). Jako moderator Ruchu ¦wiat³o-¯ycie uszanowa³e¶ nasz± harcerska tradycjê, pozwoli³e¶ harcerskimi akcentami ubogacaæ oazowe spotkania.
Harcerskie OJCZYZNA - NAUKA - CNOTA i oazowe ¦WIAT£O-¯YCIE to dwie drogi, które przenika³y siê nawzajem, aby w koñcu siê po³±czyæ.
Ksiê¿e Marku, CZUWAJ! ... nad nami .
Andrzej


Rozmowy    Pierwsze informacje o chorobie nie dawa³y ju¿ nadziei na kolejne spotkanie. Musia³em wyjechaæ. Dopytywa³em siê bliskich nie¶mia³o, jak On siê czuje, licz±c na to, ¿e mo¿e zd±¿ê wróciæ, po¿egnaæ siê i zamkn±æ najwa¿niejsz± przygodê mojej m³odo¶ci, zamkn±æ po to, ¿eby ci±gle ¿y³a w przypominaniu Dobrego Cz³owieka. Nie zd±¿y³em. Teraz przypominam Go sobie ci±gle w tej samej sytuacji, gdy rozmawia z nami i Jego s³owa po¿egnalne na zakoñczenie ostatniego naszego spotkania: "Przyjed¼ wieczorem, przenocujesz, bêdziemy mieli wiêcej czasu na rozmowê".
   W tym obrazie rozmowy widzê podsumowanie 29 lat naszej znajomo¶ci. Mia³ na imiê Marek, by³ ksiêdzem. Spotkali¶my siê. gdy mia³em l l lat. On mia³ 27. Du¿a ró¿nica wieku, w sam raz dobra, aby obowi±zywa³a nas na pocz±tku relacja nauczyciel -uczeñ. Nauczyciel wymagaj±cy, surowy, niekiedy gwa³towny, czêsto radosny; uczeñ zgodnie z natur± ¶wiata, raczej oporny, krn±brny, ceni±cy bardziej pi³kê ni¿ lekcje. Inni nauczyciele, albo mo¿e nawet ogólniej, doro¶li, zazwyczaj mówili, a uczniowie w zale¿no¶ci od pilno¶ci s³uchali. A On rozpocz±³ z nami rozmowê. Zachwyci³ wówczas mnie i moich przyjació³ umiejêtno¶ci± rozmawiania z lud¼mi. Poprzez rozmowê dociera³ do nas, kszta³towa³, a pó¼niej, tak powtarza³, my zmieniali¶my Jego. Potrafi³ rozmawiaæ o rzeczach wa¿nych bez za¿enowania. patetyczno¶ci, moralizowania i protekcjonizmu ("ja wiem lepiej i wam powiem"). M³odzi szybko wyczuwaj± fa³sz w g³adkich s³owach, wyczytanych z poradników dla porz±dnych wychowawców, którzy jednak zjedli beczki soli, zanim zaczêli dzieliæ siê m±dro¶ci±. Rozmowy o wszystkim, co by³o wa¿ne: o Bogu, Ko¶ciele, ksiê¿ach, komunizmie, muzyce, przyja¼ni i sprawach intymnych, które w aktualnej nowomowie nazywa siê seksem. Ale tak¿e o sprawach, które by³y problemami osobistymi: pierwszych mi³o¶ciach, rozstaniach, problemach w rodzinie. Gdy byli¶my ju¿ trochê starsi, rozmawia³ tak¿e o sobie, o m³odo¶ci: o sympatii z liceum, o seminarium i jego ukochanym ojcu duchownym, (któremu na po¿egnanie ¶piewali Przez: ile gór musi przej¶æ ka¿dy z nas), o pierwszej parafii i Jego pierwszych (i ostatnich) do¶wiadczeniach motoryzacyjnych (mia³ komara). W tych rozmowach pojawiali siê czêsto dobrzy ludzie, którym co¶ zawdziêcza³. Mia³ dobr± pamiêæ i serce dla wdziêczno¶ci. Obok wa¿nych tematów, wiele prostych i prozaicznych takich, które sk³adaj± siê na codzienno¶æ podwórkow±, szkoln±, rodzinn±. W tych prostych rozmowach oswajali¶my siê. zdobywali¶my wzajemne zaufanie i uczyli¶my siê, jak w ¿yciu te sprawy drobne z wielkimi przenikaj± siê. By³o to zdrowe lekarstwo przeciw egzaltacji i teoretyzowaniu oraz uczeniu siê zmys³u rzeczywisto¶ci. Dlatego te¿ w sposób naturalny pyta³ o dwójê z niemieckiego, czy bêd± pieni±dze na wyjazd, albo przypomina³ o noszeniu czapki (zobaczysz, o³ysiejesz) i kalesony (ich notoryczny brak w tym wieku by³ przecie¿ czym¶ oczywistym).
   Jego umiejêtno¶æ rozmowy opiera³a siê na ogromnej wiedzy, któr± siê dzieli³ i na umiejêtno¶ci s³uchania. Wiedza nijak by nie dociera³a do naszych dzieciêcych, pó¼niej m³odzieñczych g³ów, gdyby nie Jego cudowny dar s³owa. Piêkna polszczyzna wypowiadana niskim g³osem, niekiedy lekko zacinaj±cym siê (tylko w okre¶lonych sytuacjach...), modulacja podkre¶laj±ca wagê s³ów, sk³adnia ¿ywa, dynamiczna oddaj±ca dobrze Jego my¶li, temperament. A wszystko to wykorzystywa³ do wprowadzenia nas do nowego ¶wiata. Gdy by³em dzieckiem. s³ucha³em o Janie Bosko i nie wa¿ne by³o wówczas, ¿e by³ to ¶wiêty, bo w Jego s³owach o¿ywa³ cz³owiek z krwi i ko¶ci, bez s³odziutkich upiêkszeñ hagiograficznych, który imponowa³, stawa³ siê bohaterem. Jego kazania, przygotowywane starannie, katechezy i konferencje, by³y owocem wielu lektur, rozmów z tymi, do których mia³y trafiæ, prowokowa³y, zachwyca³y, niekiedy oburza³y. Mo¿na by³o siê nie zgadzaæ, ale nie mo¿na by³o pozostaæ obojêtnym. Pamiêtam kazanie osnute wokó³ ... piosenki zespo³u rockowego. który móg³by staæ siê drogowskazem dla naszej m³odo¶ci. Wytr±ca³ nimi z b³ogiej równowagi ugruntowanych przekonañ (w moim przepadku pewno¶æ ta by³a odwrotnie proporcjonalna do posiadanych argumentów) i zaczyna³a siê rozmowa. Niekiedy mo¿na by³o pó¼niej us³yszeæ w Jego s³owach echa naszych rozmów, korygowa³ s±dy i opisywa³ nowe do¶wiadczenia. Chocia¿ mia³ ogromny dar s³owa, to nigdy nim nie mami³, nie uwodzi³, licz±c na szybki efekt. Móg³ przecie¿, zw³aszcza u m³odych, wygrywaæ na emocjach wszystko, co by tylko chcia³, przedstawiaj±c, np. ckliwe opowie¶ci, po których robi siê ciep³o na sercu, ale na d³u¿ej nic nie pozostaje, poza osadem przyjemnego uczucia. Celna my¶l. dobre przyk³ady, trochê ciê¿kiej teorii (teologii, etyki, filozofii), anegdotki, osobiste prze¿ycia. Wszystko w takich proporcjach, ¿eby nie zanudziæ, nauczyæ, prowokowaæ, zachêciæ do rozmowy. Zachêca³ nas do robienia notatek, których lektura po latach, nadal zadziwia, a niekiedy budzi wyrzuty sumienia. Wymaga³ od nas przygotowania do rozmowy. Nie mo¿na by³o przecie¿ m³óciæ s³omy wielokrotnie. Nie by³y to rozmowy, po których mia³o pozostaæ tylko przyjemne uczucie. Czêsto wychodzili¶my od Niego z ksi±¿kami w rêkach (zazwyczaj podarowanymi), z sugesti± lektury, przemy¶lenia i powrotu do rozmowy. W taki sposób zapozna³em siê z encyklikami Jana Paw³a II. bibu³± (by³a to chyba publiczna tajemnica. ¿e takie rzeczy po¿ycza³), K.C. Norwidem i Metafizyk± Arystotelesa. Lektury, które mo¿na by³o traktowaæ na pocz±tku jako dopust Bo¿y (za co to mnie spotka³o!), otwiera³y granice innych ¶wiatów. Dla niektórych jak dla mnie, okaza³y siê pó¼niej w wirusem choroby gromadzenia i czytania ksi±¿ek.
   Rozmowy wymagaj± czasu i miejsca. On go mia³, w ci±gu dnia. wieczorem, w godzinach nocnych i zaprasza³ do siebie (Jego koledzy Ksiê¿a, prawdopodobnie nie raz byli poirytowani wieczornymi, g³o¶nymi rozmowami na plebanii). W rozmowach zachowywa³ równowagê pomiêdzy codziennymi sprawami i powa¿nymi, w rytmie dzienno - wieczornym. Dzienne rozmowy mia³y charakter bardzo konkretny: dyscyplina w s³owach, zbêdne w±tki drastycznie przerywane, sprawy techniczne, organizacyjne. Najczê¶ciej by³y to odprawy. Parafialny rytm dnia stanowi³ twarde ramy, z którymi siê liczy³. Wieczorne rozmowy, naturalnie dotyczy³y spraw wa¿nych ¿yciowo. Nie by³ wówczas ograniczony czasowo. Mogli¶my rozmawiaæ do pó¼nych godzin nocnych (w pi±tki i soboty), a tym, którym potencjalnie grozi³a rozmowa wychowawcza w domu na temat pó¼nego powrotu, pisa³ usprawiedliwienia. Dzia³a³o. Zastanawiam siê, czy w Jego kalendarzu by³o miejsce na czas prywatny. Chyba nie, skoro urlopy tak¿e spêdza³ z nami i wtedy rozmawia³ o tym, co chcia³by powiedzieæ nastêpnym. Rozmawia³, to znaczy³o tak¿e - wys³uchiwa³ drugiej strony, nawet wtedy, gdy w tym g³osie wiêcej by³o emocji ni¿ rozs±dnych argumentów. Nie kokietowa³ swoich rozmówców, traktowa³ ich powa¿nie. Nie udawa³, ¿e siê z kim¶ zgadza, albo nie przytakiwa³. Ten ¶wiêty spokój by³ mu chyba ca³kowicie obcy, skoro ¶wiadomie wchodzi³ na pola minowe wtedy, gdy lepiej by³o powstrzymaæ siê od rozmowy. Gdy by³a sytuacja odwrotna i gdy my wchodzili¶my na niebezpieczne pole, to bywa³o, ¿e pokazywa³ drzwi wyj¶ciowe albo dawa³ radê: id¼ siê wy¶pij. Drzwi wyj¶ciowe stawa³y siê kilka dni pó¼niej wej¶ciowymi. Scenariusz powtarza³ siê dopóty, dopóki nie rozwi±zali¶my sprawy do koñca. Nie chodzi³o o proste przekonanie, kto mia³ racjê, ale w³a¶nie o sedno sprawy - jak jest lub powinno byæ, i nie by³o ju¿ istotne, ¿e racjê mia³ 18 latek. Potrafi³ s³uchaæ, co z perspektywy czasu widzê, jakie jest trudne. S³ucha³ ca³ym sob± - patrzy³ w oczy rozmówcy, poprawiaj±c systematycznie okulary, albo zamyka³ oczy i spuszcza³ g³owê tak, jakby spowiada³. By³ szczególnie skupiony, gdy rozmowa dotyczy³a trudnych spraw. Przy jego ¿ywym temperamencie musia³ wk³adaæ du¿o energii, ¿eby dotrwaæ do koñca. By³ tak dobrym s³uchaczem, ¿e potrafi³ wyczuæ w g³osie to, co by³o udawaniem, fa³szem, albo po prostu kr±¿eniem obok tematu. Podsumowywa³: a teraz: powiedz: o co tak naprawdê chodzi albo bujaæ to ty mo¿esz ... ale nie mnie. S³ucha³ uprzejmie, kulturalnie, spogl±daj±c dyskretnie na zegarek, ile ju¿ straci³ czasu. S³ucha³ z uwag± i wiedzieli¶my, ¿e to, co mówimy jest dla Niego wa¿ne. Pó¼niej pamiêta³ twarze, imiona, sprawy. Rozmówcy nie byli anonimowi, rozpoznawani w setkach m³odych ludzi, którzy siê z Nim stykali.
Zbigniew Wróblewski


Szef    Nikt nie zapad³ nam tak g³êboko w serce, przez to, ¿e wiele razy dostali¶my po g³owie". Jednocze¶nie nikt nie da³ nam tyle ciep³a. Mówili¶my swoje wyznanie wiary: jeden jest Szef, jedna wiara, jeden chrzest. Nikogo innego od tego czasu nie nazywali¶my szefem. Po czasie oazy m³odzie¿owej poszli¶my na studia, za³o¿yli¶my rodzinê. Wydawaæ mog³oby siê, ¿e zapomnieli¶my oazê. Ale odczuwali¶my brak czego¶, co nadaje ¿yciu g³êbszy sens. Niepokój serca ust±pi³, gdy powsta³ kr±g Domowego Ko¶cio³a i tam trafili¶my. W czasie mszy ¶w. w Kolegiacie sta³am z Agnieszk± (jeste¶my razem w krêgu), która powiedzia³a, ¿e czu³aby siê nie na miejscu i by³oby jej ¼le, gdyby teraz nie by³a w Domowym Ko¶ciele. My¶lê, ¿e nie byliby¶my na swoim miejscu. Dziêkujemy, ksiê¿e Marku, ¿e dziêki Tobie teraz jeste¶my na swoim miejscu.
Ada i Darek


Bazyliszkowy wzrok    Ks. Marka pamiêtam jeszcze z czasów, gdy by³am ma³± dziewczynk±, a on wikariuszem w Parafii Przemienienia Pañskiego w £ukowie. Kilka lat potem spotka³am siê z nim na Dniach Wspólnoty w Le¶nej Podlaskiej. Pamiêtam, ¿e ostatnie dni oazy up³ywa³y nam na przygotowaniu scenki do Le¶nej. Najwa¿niejsze by³o, czy bêdzie siê podobaæ "szefowi". Ju¿ pó¼niej w czasie przedstawienia, ka¿dy z nas patrzy³, jak zareaguje ks. Marek, czy siê u¶miechnie. Jako oazowicze bali¶my siê go, ale ka¿dy z nas stara³ siê zyskaæ jego szacunek, przychylny u¶miech. Dobrze pamiêtam, ¿e potrafi³ zwróciæ uwagê tak¿e podczas mszy ¶w. W czasie mszy pogrzebowej mojej kole¿ance zadzwoni³ telefon komórkowy. Pierwsza my¶l, która przysz³a jej wtedy do g³owy, to jakby zareagowa³ ks. Marek. Spojrza³by na ni± swoim bazyliszkowym wzrokiem i na pewno nigdy ju¿ nie wziê³aby telefonu do ko¶cio³a.
Ania
Nigdy nie zapomina³ imion    Moja przygoda z Ruchem ¦wiat³o - ¯ycie zaczê³a siê jeszcze w latach 80 - tych i mogê powiedzieæ, ¿e trwa nadal. Ten czas wype³niony by³ tak¿e spotkaniami z ksiêdzem Markiem Borucem, przewa¿nie w Le¶nej Podlaskiej, która by³a Jego "ma³ym królestwem". Kiedy wspominam go teraz widzê cz³owieka, który pokaza³ mi jak byæ blisko Boga, jak byæ z cz³owiekiem, jak akceptowaæ siebie. Zara¿a³ swoimi pasjami, a by³y nimi przyroda, ksi±¿ki, sztuka. Wszystko to przybli¿a³o Go do Boga. Zawsze zachwyca³o mnie to, ¿e mimo tysiêcy ludzi, którzy przewijali siê przez Le¶n± nigdy nie zapomina³ imion, ba nawet nazwisk! Traktowa³ ka¿dego wyj±tkowo Potrafi³ byæ surowy, ale mia³ te¿ niesamowite poczucie humoru. By³ dla mnie autorytetem w trudnym czasie dorastania - pokaza³ co w ¿yciu najwa¿niejsze czego siê mam trzymaæ.
Joanna Nowak


Wypracowanie u ks. Boruca na pi±tkê z plusem     Jestem zbyt sentymentalna - my¶la³am czêsto o sobie, porz±dkuj±c ró¿ne pami±tki ze szkolnych lat. Zeszyty, listy, pamiêtniki ... Nazbiera³o siê tego tyle, ¿e zabiera sporo cennego miejsca w ciasnym mieszkaniu. Mo¿e pozbyæ siê chocia¿ czê¶ci?
   W¶ród tych skarbów znajdujê szkolne wypracowanie z religii! Pi±tka z plusem u ksiêdza Marka - nie byle co! Na samo wspomnienie u¶miecham siê. Jak¿e innego wymiaru nabiera i wypracowanie, i ocena po dwudziestu piêciu latach. "Jak kszta³tujê swój charakter, czyli jak wychowujê siebie?" - to temat szkolnej pracy. Teraz wiem, jak m±drym cz³owiekiem, nauczycielem, wychowawc± trzeba byæ, ¿eby zmusiæ nastolatka w wieku dojrzewania, by zastanowi³ siê nad sob±, pomy¶la³, co robi i jaki wp³yw jego w³asne dzia³ania maj± na to, jakim cz³owiekiem staje siê z dnia na dzieñ.
   Na tym w³a¶nie polega³ geniusz ksiêdza Marka! Nawet ja, niezrzeszona w stworzonym przez niego ruchu oazowym, ani w harcerstwie, bêd±cych sensem ¿ycia wiêkszo¶ci moich rówie¶ników, poddawa³am siê charyzmie i autorytetowi tego cz³owieka. Nie g³aska³ po g³owie, potrafi³ krzykn±æ, wymaga³ jak od w³asnych dzieci i ... przyci±ga³ coraz wiêcej m³odych ludzi. Wszyscy czasami buntowali¶my siê przeciwko tym wymaganiom, z w³asnej woli wci±¿ jednak pozostaj±c pod ich wp³ywem. Wiedzieli¶my, ¿e ¿aden nasz problem nie zostanie zbagatelizowany, a któ¿ ich nie ma zw³aszcza w wieku dojrzewania? - niesprawiedliwi nauczyciele, wymagaj±cy rodzice, przyjaciele, którzy zdradzili, niespe³nione mi³o¶ci... Jak w tym wszystkim znale¼æ w³a¶ciw± drogê? Nie zbuntowaæ siê i w akcie buntu nie zb³±dziæ? Dopiero teraz zdajê sobie sprawê z powagi zadania, jakie wzi±³ na siebie ksi±dz Boruc.
   W³a¶nie On by³ od podejmowania trudnych, czasem niezrozumia³ych i mo¿e zbyt dojrza³ych spraw. Takim by³ temat aborcji. Wielkim wydarzeniem okaza³a siê projekcja po¶wiêconego temu zagadnieniu filmu "Krzyk". Wiele osób oburza³o siê na drastyczne sceny, uwa¿aj±c, ¿e jeste¶my za m³odzi na ich prze¿ywanie. Po latach zrozumia³am, jak skuteczne jest podjêcie dzia³añ profilaktycznych w odpowiednim czasie... Przedwczesna ci±¿a, panika, osamotnienie i ani chwili wahania! Jak dobrze mieæ m±drych nauczycieli!
   Do dzi¶ spogl±dam w okno z balkonem na plebanii. Kojarzy siê w³a¶nie z Nim, mimo i¿ mieszka³o po nim wielu ksiê¿y. Tam w wysokich rega³ach kry³y siê setki m±drych ksi±¿ek. W czasach, kiedy trudno o ksi±¿kê religijn±, za jego spraw± dociera³a do m³odych ludzi w³a¶nie taka literatura. Religijna, co nie znaczy nudna, a otwieraj±ca na potrzeby innego cz³owieka. My¶lê, ¿e dziêki temu wychowaniu potrafiê dzi¶ powiedzieæ: "Dobrze, ¿e jeste¶"!, ¿e problemy moich dzieci s± traktowane z nale¿n± im powag±, ¿e zauwa¿am innych ludzi i mog± na mnie liczyæ.
   Nie by³o czasu, by powiedzieæ: "Dziêkujê"...
Ewa


WSPOMNIENIA O KS. MARKU
KSIÊGA PAMIÊCI
GALERIA
Ks. Marek o ks. W. Danielskim cz. 1
Ks. Marek o ks. W. Danielskim cz.2
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj siê, ¿eby móc dodawaæ komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostêpne tylko dla zalogowanych U¿ytkowników.

Proszê siê zalogowaæ lub zarejestrowaæ, ¿eby móc dodawaæ oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa U¿ytkownika

Has³o



Nie jeste¶ jeszcze naszym U¿ytkownikiem?
Kilknij TUTAJ ¿eby siê zarejestrowaæ.

Zapomniane has³o?
Wy¶lemy nowe, kliknij TUTAJ.
Losowa Fotka
Anine
Anine
Kraków ON¯ III, 2007
skrzynka_modlitwy
diakonia_modlitwy@wp.pl
Domowy Ko¶ció³
Domowy Ko¶ció³ Diecezji Siedleckiej
Historia
Pocz±tki
Krêgi
Video
O¶rodek w Bobrownikach
Ks. Marek Boruc
Wolontariat misyjny

Ostatnie Artyku³y
plan DOMu
Jakie s± wa¿ne wyzwa...
Co siê wa¿nego wydar...
III Dzieñ skupienia KWC
konkurs dzieci
Katolickie Stowarzyszenie "Moria" 2005 -2009