 |
"Gdy siê mia³o szczê¶cie, które siê nie trafia.
Czyje¶ cia³o i duszê ca³±, a zostaje tylko fotografia - to jest to bardzo, bardzo ma³o."
Dziêkujê, ¿e by³e¶!
Ks. Marek Boruc, syn Stanis³awa i Teresy, urodzi³ siê 20 lutego 1951 r. w Siedlcach. W roku 1960 przyjmuje Pierwsz± Komuniê ¦wiêt±. Uczêszcza najpierw do szko³y Podstawowej nr 6, a pó¼niej nr 3 w Siedlcach. Naukê w szkole ¶redniej rozpoczyna w roku 1965 i jest to Liceum Ogólnokszta³c±ce im. Boles³awa Prusa w Siedlcach. Po ukoñczeniu szko³y ¶redniej w 1969 r. wst±pi³ do WSD w Siedlcach. Ks. Marek jeszcze jako kleryk uczestniczy³ w s³ynnym Dniu Wspólnoty w dniu 16 sierpnia 1972 na górze B³yszcz z udzia³em kard. Karola Wojty³y.
¦wiêcenia kap³añskie przyj±³ 7 czerwca 1975 r. z r±k bp. Jana Mazura.
Od 21 czerwca 1975 r. pracowa³ jako wikariusz w parafii Stara Wie¶, od 1 lipca 1976 r. - Sadowne, a od 21 lipca 1978 r. do 1 lipca 1986 r. - Przemienienia Pañskiego w £ukowie.
Od 19 stycznia 1981 r. pe³ni³ funkcjê zastêpcy diecezjalnego moderatora Ruchu ¦wiat³o - ¯ycie, a od 27 stycznia 1983 r. do 25 sierpnia 2003 r. - moderatora. Przez kilkana¶cie lat ³±czy³ j± z pos³ug± moderatora diecezjalnego Domowego Ko¶cio³a.
Mia³ tak¿e propozycjê podjêcia wa¿nych funkcji w Krajowym Duszpasterstwie S³u¿by Liturgicznej oraz Ruchu ¦wiat³o-¯ycie. Od 21 maja 1985 r. by³ diecezjalnym referentem duszpasterstwa s³u¿by liturgicznej. Od 7 stycznia 2003 do 31 stycznia 2004 r. pe³ni³ funkcjê kierownika Dzia³u Duszpasterstwa i Kultu Kurii Diecezjalnej Siedleckiej.
Ks. Marek podejmowa³ pos³ugi na szczeblu krajowym. By³ pierwszym moderatorem krajowym Krucjaty Wyzwolenia Cz³owieka.
3 pa¼dziernika 2000 r. uzyska³ zgodê bp. Jana Wiktora Nowaka na przynale¿no¶æ do stowarzyszenia "Unia Kap³anów Chrystusa S³ugi" - cz³onek zarz±du.
By³ moderatorem Centralnej Diakonii Deuterokatechumenatu, delegatem Kolegium Moderatorów do Centralnej Diakonii Jedno¶ci Ruchu.
Przez wiele lat prowadzi³ nabo¿eñstwo z b³ogos³awieñstwem animatorów podczas Centralnej Oazy Matki w Kro¶cienku.
Przewodniczy³ i g³osi³ homilie w czasie jutrzni podczas Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu.
Wielokrotnie prowadzi³ równie¿ Oazê Rekolekcyjn± Diakonii Jedno¶ci, która odbywa siê zawsze w Kro¶cienku przed niedziel± Chrztu Pañskiego i w gronie odpowiedzialnych rozpoczyna pochylanie siê Ruchu nad tematem nowego roku pracy.
Prowadzi³ oazy letnie dla m³odzie¿y oraz krótsze rekolekcje dla rodzin. - Bardzo siê cieszê na wakacje, na oazy. Nie mogê siê ju¿ ich doczekaæ - mówi³ w 1992 r. w wywiadzie dla pisma "Oaza". - Klimatu, atmosfery tego czasu wzrostu, przygl±dania siê ludziom. Bardzo mnie ciesz± oazy i to co siê w ludziach dzieje, i w zasadzie chcia³bym tylko to robiæ.
22 stycznia 2004 r. zosta³ mianowany proboszczem parafii Kotuñ.
8 wrze¶nia 2007r. modli³ siê w Kotuniu nad nowym moderatorem generalnym Ruchu ks. Adamem Wodarczykiem. Urz±d proboszcza w Kotuniu pe³ni³ do ¶mierci tj. 1 grudnia 2007r.
Msza ¶w. pogrzebowa celebrowana by³a przez ordynariusza siedleckiego bp. Zbigniewa Kiernikowskiego w czwartek, 6 grudnia, o 11.00 w katedrze siedleckiej. Nastêpnie cia³o zmar³ego kap³ana zosta³o pochowane na cmentarzu w Siedlcach.
WSPOMNIENIA O KS. MARKU
KSIÊGA PAMIÊCI
GALERIA
Ks. Marek o ks. W. Danielskim cz. 1
Ks. Marek o ks. W. Danielskim cz.2
Wymagaj±cy i radykalny
Kim dla mnie by³ ks. Marek? Na pewno by³ Mê¿em Bo¿ym, cz³owiekiem wiary, wiernym s³ug± Chrystusa i Ko¶cio³a. Jednocze¶nie by³ zaanga¿owany na pierwszej linii odnowy Ko¶cio³a w Polsce po II Soborze Watykañskim.
Zachwyci³ siê praktyczn± wizj± Ko¶cio³a, jak± zaproponowa³ S³uga Bo¿y ks. Franciszek Blachnicki. By³ entuzjast± nauczania S³ugi Bo¿ego papie¿a Jana Paw³a II, rozmi³owa³ siê w klimacie Ducha, jaki niós³ z sob± jego spowiednik i duchowy przewodnik, ks. Wojciech Danielski. By³ te¿ cz³owiekiem swojej ziemi, Podlasia, swojego Ko¶cio³a. Pamiêtam, jak zaraz po beatyfikacji mêczenników z Pratulina, na jedno z pierwszych ogólnopolskich spotkañ Ruchu w Kro¶cienku przywióz³ ich relikwie i lampki oliwne, aby podzieliæ siê darem owocu wiary ludzi swojej ma³ej ojczyzny.
Ks. Marek by³ bibliofilem. By³ g³odny wiedzy, bardzo du¿o czyta³, i to zarówno wiele ksi±¿ek (trudno chyba bêdzie policzyæ jego ksiêgozbiór), jak i prasê codzienn± i niejeden tygodnik. Chêtnie siê dzieli³ zdobyt± wiedz±. To te¿ by³o zawarte w jego homiliach i naukach.
By³ dobrym mówc±, trze¼wym, wymagaj±cym, czasem a¿ do bólu radykalnym, ale kiedy pochyla³ siê nad konkretnym cz³owiekiem, potrafi³ mu oddaæ ca³e serce. Czêsto pod zewnêtrzn± pow³ok± surowo¶ci, ukrywa³ swoj± wielk± wra¿liwo¶æ i dobroæ.
Jaki by³ ks. Marek? By³ zawsze uczciwy i szczery, ale i bardzo krytyczny, czêsto surowy w ocenach. Nieraz obrywa³o siê nawet tym najbli¿szym, tym, których kocha³. Nieraz gwa³townie wyra¿a³ swój protest wobec fikcji i hipokryzji we wspólnocie Ruchu, w Ko¶ciele, nierzadko rani±c swoich adwersarzy. Zawsze robi³ to jednak z troski i w poczuciu odpowiedzialno¶ci za piêkno Oblubienicy Chrystusa. Czêsto czu³ siê w tym nierozumiany. Trochê jak prorok, nie by³ dobrym dyplomat±. Maj±c czêsto racjê, równie czêsto jednak "grzeszy³" form±, przez co "obrywa³" i od swoich wspó³pracowników i od swoich prze³o¿onych. Czêstokroæ przez to osamotniony, cierpia³ z tego powodu...
Stale pracowa³ nad sob±. Martwi³ siê, ¿e tak niewiele potrafi zmieniæ w sobie. Zawsze prawdziwy w swoich s³abo¶ciach przed Panem, ale i pe³en ufno¶ci wobec bezmiaru Bo¿ego Mi³osierdzia, powierza³ siê jak dziecko swemu Ojcu.
ks. Ryszard Nowak
Kocha³ atmosferê oazy.
Jednocze¶nie "wymusza³" przek³adanie ¦wiat³a na codzienne
¿ycie, po to by¶my nie stali siê jedynie teoretykami. Jemu zawdziêczam pierwsze i pó¼niejsze odwiedziny Centrali Ruchu ¦wiat³o-¯ycie w Kro¶cienku nad Dunajcem, Kurs Oazowy dla Animatorów w austriackiej dolinie Lehtalu i pó¼niejsze rekolekcje w Rzymie, spotkania z lud¼mi, którzy do dzisiaj s± moimi przyjació³mi. Z ca³± pewno¶ci± jest to cz³owiek, którego spotkanie by³o dla mojego pó¼niejszego ¿ycia bardzo istotne, bardzo rozwojowe. To wreszcie ks. Marek, jako celebrans, b³ogos³awi³ mnie i mojej ¿onie na progu naszego ma³¿eñskiego ¿ycia.
Mówili¶my do Ciebie: "Szefie", bo faktycznie by³e¶ naszym niekwestionowanym liderem. Dziêkujê Ci za wszystko, co zrobi³e¶ dla mnie i dla mojej grupy.
Pawe³ Smyk
Dobrze, ¿e jeste¶!
Zaczynam tym oazowym pozdrowieniem, chocia¿ mo¿e w sytuacji, gdy odszed³e¶ ju¿ do Pana, zabrzmi ono jak paradoks. Przecie¿ fizycznie nie
ma ju¿ Ciebie w¶ród nas ... . A mimo wszystko jeste¶!!! ¯yjesz w naszych sercach, pamiêci, w tym, co dobrego w ludziach ukszta³towa³e¶. ¯yjesz we wspomnieniach, pragnieniach i têsknotach, czasami w wyrzutach sumienia i ¿alu.
Doskonale pamiêtam nasze pierwsze spotkania. Przyszed³e¶ do parafii Przemienienia Pañskiego w £ukowie i uczy³e¶ religii (w tamtych czasach religii nie uczy³o siê w szkole, tylko w salach katechetycznych przy ko¶ciele). Trochê siê Ciebie ba³am: okulary w grubych oprawach, surowo¶æ, powa¿ny i potê¿ny wygl±d. Chyba z tego strachu nie potrafi³am bez fa³szowania za¶piewaæ najprostszej piosenki. A tak bardzo chcia³am zapisaæ siê do scholi, któr± w³a¶nie tworzy³e¶. Mimo wszystko zosta³am przyjêta. By³ to wtedy zaszczyt i wyró¿nienie. Równie¿ ch³opcy garnêli siê do s³u¿by liturgicznej. Chyba takiej liczby ministrantów i lektorów nie mia³a ¿adna inna parafia.
Pamiêtam nasze wspólne wyjazdy do Czêstochowy, Niepokalanowa, Kodnia, Pratulina, Le¶nej Podlaskiej. Je¼dzili¶my kilkoma autobusami (mo¿e kto¶ ko³o "czterdziestki" pamiêta jeszcze niebieskie autobusy tzw. "ogórki" z przyczep±?). To by³y wyprawy, które spaja³y wspólnotê, jednoczy³y ludzi, otwiera³y oczy na ¶wiat i Boga.
Jednak najbardziej czeka³am na wyjazdy wakacyjne. Nie wyobra¿a³am sobie wakacji bez oazy. Le¶na Podlaska to takie miejsce, które (pomimo, ¿e byli¶my tam wiele razy) nikomu siê nie znudzi³o. Nikomu te¿ nie znudzi³ siê ¿ó³ty (a w³a¶ciwie pomarañczowy) ser, salami i solone mas³o z darów. Przecie¿ by³y to w Polsce tzw. "trudne czasy".
Nie sposób zapomnieæ o wielu godzinach rozmów, spacerach wokó³ le¶niañskiej bazyliki, liturgiach Mszy ¶wiêtych celebrowanych przez Ciebie z ogromn± perfekcj± i umi³owaniem. Wszyscy lektorzy i ministranci tak pe³nili s³u¿bê liturgiczn± jak s³u¿bê wojskow±. Chyba porozumiewali siê wzrokiem lub telepatycznie wydawali sobie komendy, bo wszystkie czynno¶ci przy o³tarzu by³y wykonywane wzorowo. Pewnie te¿ nikogo nie dziwi³o, ¿e wszystkie dziewczyny ze scholi "kocha³y siê" w lektorach i ministrantach. Te nasze pierwsze sympatie, zakochania, przyja¼nie. Wiele z nich przetrwa³o do dzi¶.
Bawili¶my siê razem na naszych 18 urodzinach (to nie by³ "obciach" zaprosiæ ksiêdza), b³ogos³awi³e¶ na naszych ¶lubach, by³e¶ na wielu prymicjach.
W tamtych czasach, gdy byli¶my m³odzi, Ty Ksiê¿e Marku, by³e¶ naszym Szefem, przewodnikiem i przyjacielem. Owszem, nie zawsze podoba³y siê nam twoje wymagania i decyzje. Czêsto buntowali¶my siê i odchodzili¶my. Jednak zawsze by³a szansa powrotu.
Mo¿e wielu z nas dopiero po latach (gdy sami jeste¶my rodzicami nastolatków) rozumie Ciebie, podziwia Twoj± stanowczo¶æ, autentyczno¶æ i prawdziwe oddanie Ruchowi ¦wiat³o- ¯ycie. Ty niczego nie robi³e¶ na pokaz, ¿y³e¶ tym, w co wierzy³e¶.
Nauczy³e¶ nas umi³owania liturgii, modlitwy. Rozkocha³e¶ w poezji ksiêdza Jana Twardowskiego, ksi±¿kach Michela Quoista. Prowadzi³e¶ nas od dzieciñstwa przez lata m³odo¶ci i wprowadzi³e¶ w doros³o¶æ. Dziêki Twojemu przewodnictwu ukszta³towa³ siê nasz "krêgos³up moralny", który trzyma nas w pionie i nie pozwala, aby ¿ycie za bardzo nas zwichrowa³o. Zaszczepi³e¶ w nas wra¿liwo¶æ i têsknotê, aby ci±gle stawaæ siê lepszym.
Powtarza³e¶ s³owa Biblii: "Trzeba byæ zimnym, albo gor±cym. Nie mo¿na byæ byle jakim". Sam ¿y³e¶ t± prawd±. Wymaga³e¶ od nas, ale przede wszystkim od siebie. Umia³e¶ ludzi jednoczyæ, ale jednocze¶nie szanowa³e¶ ró¿nice, pozostawia³e¶ wolno¶æ wyboru. Przy Tobie mogli¶my pozostaæ sob±, a jednocze¶nie pragnêli¶my stawaæ siê lepszymi.
Nawet ta smutna wiadomo¶æ o Twojej ¶mierci zjednoczy³a ludzi. Byæ mo¿e wielu z nas nie mia³o z Tob± kontaktu przez dwadzie¶cia lat. To nie przeszkadza³o, ¿e ci±gle jeste¶ nam bliski, ¿e nie wstydzili¶my siê ³ez przy Twojej trumnie.
¯a³ujê, ¿e nie zd±¿y³am siê z Tob± Ksiê¿e Marku po¿egnaæ, ¿e nie powiedzia³am osobi¶cie tego, co czuje moja serce. Dopiero przy Twojej trumnie mog³am wyp³akaæ ten ¿al do samej siebie, ¿e nie zd±¿y³am ... . Jak bardzo d¼wiêcza³ mi w uszach wiersz ksiêdza Twardowskiego "¦pieszmy siê kochaæ ludzi". Uca³owanie stu³y opasuj±cej Twoj± trumnê by³o dla mnie po¿egnaniem i podziêkowaniem.
Kiedy¶ tak¿e ca³owali¶my Twoj± stu³ê, gdy w konfesjonale jednoczy³e¶ nas z Bogiem.
Gdy zapalam znicz na Twoim grobie, tak wiele my¶li ci¶nie siê do g³owy, tyle chcia³oby siê powiedzieæ ... . Jednak wystarczy tylko jedno proste s³owo: DZIÊKUJÊ.
Go¶ka
P.S.
Szefie, do³±czam siê do podziêkowañ Gosi - mojej ¿ony, któr± pozna³em na oazie w Le¶nej Podlaskiej. By³em wtedy harcerzem zastêpu "TYTUS (nazwa pochodzi³a z Pisma ¦w. - "List do Tytusa", a nie z tytu³u znanego komiksu). Jako moderator Ruchu ¦wiat³o-¯ycie uszanowa³e¶ nasz± harcerska tradycjê, pozwoli³e¶ harcerskimi akcentami ubogacaæ oazowe spotkania.
Harcerskie OJCZYZNA - NAUKA - CNOTA i oazowe ¦WIAT£O-¯YCIE to dwie drogi, które przenika³y siê nawzajem, aby w koñcu siê po³±czyæ.
Ksiê¿e Marku, CZUWAJ! ... nad nami .
Andrzej
Rozmowy
Pierwsze informacje o chorobie nie dawa³y ju¿ nadziei na kolejne spotkanie. Musia³em wyjechaæ. Dopytywa³em siê bliskich nie¶mia³o, jak On siê czuje, licz±c na to, ¿e mo¿e zd±¿ê wróciæ, po¿egnaæ siê i zamkn±æ najwa¿niejsz± przygodê mojej m³odo¶ci, zamkn±æ po to, ¿eby ci±gle ¿y³a w przypominaniu Dobrego Cz³owieka. Nie zd±¿y³em. Teraz przypominam Go sobie ci±gle w tej samej sytuacji, gdy rozmawia z nami i Jego s³owa po¿egnalne na zakoñczenie ostatniego naszego spotkania: "Przyjed¼ wieczorem, przenocujesz, bêdziemy mieli wiêcej czasu na rozmowê".
W tym obrazie rozmowy widzê podsumowanie 29 lat naszej znajomo¶ci. Mia³ na imiê Marek, by³ ksiêdzem. Spotkali¶my siê. gdy mia³em l l lat. On mia³ 27. Du¿a ró¿nica wieku, w sam raz dobra, aby obowi±zywa³a nas na pocz±tku relacja nauczyciel -uczeñ. Nauczyciel wymagaj±cy, surowy, niekiedy gwa³towny, czêsto radosny; uczeñ zgodnie z natur± ¶wiata, raczej oporny, krn±brny, ceni±cy bardziej pi³kê ni¿ lekcje. Inni nauczyciele, albo mo¿e nawet ogólniej, doro¶li, zazwyczaj mówili, a uczniowie w zale¿no¶ci od pilno¶ci s³uchali. A On rozpocz±³ z nami rozmowê. Zachwyci³ wówczas mnie i moich przyjació³ umiejêtno¶ci± rozmawiania z lud¼mi. Poprzez rozmowê dociera³ do nas, kszta³towa³, a pó¼niej, tak powtarza³, my zmieniali¶my Jego. Potrafi³ rozmawiaæ o rzeczach wa¿nych bez za¿enowania. patetyczno¶ci, moralizowania i protekcjonizmu ("ja wiem lepiej i wam powiem"). M³odzi szybko wyczuwaj± fa³sz w g³adkich s³owach, wyczytanych z poradników dla porz±dnych wychowawców, którzy jednak zjedli beczki soli, zanim zaczêli dzieliæ siê m±dro¶ci±. Rozmowy o wszystkim, co by³o wa¿ne: o Bogu, Ko¶ciele, ksiê¿ach, komunizmie, muzyce, przyja¼ni i sprawach intymnych, które w aktualnej nowomowie nazywa siê seksem. Ale tak¿e o sprawach, które by³y problemami osobistymi: pierwszych mi³o¶ciach, rozstaniach, problemach w rodzinie. Gdy byli¶my ju¿ trochê starsi, rozmawia³ tak¿e o sobie, o m³odo¶ci: o sympatii z liceum, o seminarium i jego ukochanym ojcu duchownym, (któremu na po¿egnanie ¶piewali Przez: ile gór musi przej¶æ ka¿dy z nas), o pierwszej parafii i Jego pierwszych (i ostatnich) do¶wiadczeniach motoryzacyjnych (mia³ komara). W tych rozmowach pojawiali siê czêsto dobrzy ludzie, którym co¶ zawdziêcza³. Mia³ dobr± pamiêæ i serce dla wdziêczno¶ci. Obok wa¿nych tematów, wiele prostych i prozaicznych takich, które sk³adaj± siê na codzienno¶æ podwórkow±, szkoln±, rodzinn±. W tych prostych rozmowach oswajali¶my siê. zdobywali¶my wzajemne zaufanie i uczyli¶my siê, jak w ¿yciu te sprawy drobne z wielkimi przenikaj± siê. By³o to zdrowe lekarstwo przeciw egzaltacji i teoretyzowaniu oraz uczeniu siê zmys³u rzeczywisto¶ci. Dlatego te¿ w sposób naturalny pyta³ o dwójê z niemieckiego, czy bêd± pieni±dze na wyjazd, albo przypomina³ o noszeniu czapki (zobaczysz, o³ysiejesz) i kalesony (ich notoryczny brak w tym wieku by³ przecie¿ czym¶ oczywistym).
Jego umiejêtno¶æ rozmowy opiera³a siê na ogromnej wiedzy, któr± siê dzieli³ i na umiejêtno¶ci s³uchania. Wiedza nijak by nie dociera³a do naszych dzieciêcych, pó¼niej m³odzieñczych g³ów, gdyby nie Jego cudowny dar s³owa. Piêkna polszczyzna wypowiadana niskim g³osem, niekiedy lekko zacinaj±cym siê (tylko w okre¶lonych sytuacjach...), modulacja podkre¶laj±ca wagê s³ów, sk³adnia ¿ywa, dynamiczna oddaj±ca dobrze Jego my¶li, temperament. A wszystko to wykorzystywa³ do wprowadzenia nas do nowego ¶wiata. Gdy by³em dzieckiem. s³ucha³em o Janie Bosko i nie wa¿ne by³o wówczas, ¿e by³ to ¶wiêty, bo w Jego s³owach o¿ywa³ cz³owiek z krwi i ko¶ci, bez s³odziutkich upiêkszeñ hagiograficznych, który imponowa³, stawa³ siê bohaterem. Jego kazania, przygotowywane starannie, katechezy i konferencje, by³y owocem wielu lektur, rozmów z tymi, do których mia³y trafiæ, prowokowa³y, zachwyca³y, niekiedy oburza³y. Mo¿na by³o siê nie zgadzaæ, ale nie mo¿na by³o pozostaæ obojêtnym. Pamiêtam kazanie osnute wokó³ ... piosenki zespo³u rockowego. który móg³by staæ siê drogowskazem dla naszej m³odo¶ci. Wytr±ca³ nimi z b³ogiej równowagi ugruntowanych przekonañ (w moim przepadku pewno¶æ ta by³a odwrotnie proporcjonalna do posiadanych argumentów) i zaczyna³a siê rozmowa. Niekiedy mo¿na by³o pó¼niej us³yszeæ w Jego s³owach echa naszych rozmów, korygowa³ s±dy i opisywa³ nowe do¶wiadczenia. Chocia¿ mia³ ogromny dar s³owa, to nigdy nim nie mami³, nie uwodzi³, licz±c na szybki efekt. Móg³ przecie¿, zw³aszcza u m³odych, wygrywaæ na emocjach wszystko, co by tylko chcia³, przedstawiaj±c, np. ckliwe opowie¶ci, po których robi siê ciep³o na sercu, ale na d³u¿ej nic nie pozostaje, poza osadem przyjemnego uczucia. Celna my¶l. dobre przyk³ady, trochê ciê¿kiej teorii (teologii, etyki, filozofii), anegdotki, osobiste prze¿ycia. Wszystko w takich proporcjach, ¿eby nie zanudziæ, nauczyæ, prowokowaæ, zachêciæ do rozmowy. Zachêca³ nas do robienia notatek, których lektura po latach, nadal zadziwia, a niekiedy budzi wyrzuty sumienia. Wymaga³ od nas przygotowania do rozmowy. Nie mo¿na by³o przecie¿ m³óciæ s³omy wielokrotnie. Nie by³y to rozmowy, po których mia³o pozostaæ tylko przyjemne uczucie.
Czêsto wychodzili¶my od Niego z ksi±¿kami w rêkach (zazwyczaj podarowanymi), z sugesti± lektury, przemy¶lenia i powrotu do rozmowy. W
taki sposób zapozna³em siê z encyklikami Jana Paw³a II. bibu³± (by³a to chyba publiczna tajemnica. ¿e takie rzeczy po¿ycza³), K.C. Norwidem i Metafizyk± Arystotelesa. Lektury, które mo¿na by³o traktowaæ na pocz±tku jako dopust Bo¿y (za co to mnie spotka³o!), otwiera³y granice innych ¶wiatów. Dla niektórych jak dla mnie, okaza³y siê pó¼niej w wirusem choroby gromadzenia i czytania ksi±¿ek.
Rozmowy wymagaj± czasu i miejsca. On go mia³, w ci±gu dnia. wieczorem, w godzinach nocnych i zaprasza³ do siebie (Jego koledzy Ksiê¿a, prawdopodobnie nie raz byli poirytowani wieczornymi, g³o¶nymi rozmowami na plebanii). W rozmowach zachowywa³ równowagê pomiêdzy codziennymi sprawami i powa¿nymi, w rytmie dzienno - wieczornym. Dzienne rozmowy mia³y charakter bardzo konkretny: dyscyplina w s³owach, zbêdne w±tki drastycznie przerywane, sprawy techniczne, organizacyjne. Najczê¶ciej by³y to odprawy. Parafialny rytm dnia stanowi³ twarde ramy, z którymi siê liczy³. Wieczorne rozmowy, naturalnie dotyczy³y spraw wa¿nych ¿yciowo. Nie by³ wówczas ograniczony czasowo. Mogli¶my rozmawiaæ do pó¼nych godzin nocnych (w pi±tki i soboty), a tym, którym potencjalnie grozi³a rozmowa wychowawcza w domu na temat pó¼nego powrotu, pisa³ usprawiedliwienia. Dzia³a³o. Zastanawiam siê, czy w Jego kalendarzu by³o miejsce na czas prywatny. Chyba nie, skoro urlopy tak¿e spêdza³ z nami i wtedy rozmawia³ o tym, co chcia³by powiedzieæ nastêpnym.
Rozmawia³, to znaczy³o tak¿e - wys³uchiwa³ drugiej strony, nawet wtedy, gdy w tym g³osie wiêcej by³o emocji ni¿ rozs±dnych argumentów. Nie kokietowa³ swoich rozmówców, traktowa³ ich powa¿nie. Nie udawa³, ¿e siê z kim¶ zgadza, albo nie przytakiwa³. Ten ¶wiêty spokój by³ mu chyba ca³kowicie obcy, skoro ¶wiadomie wchodzi³ na pola minowe wtedy, gdy lepiej by³o powstrzymaæ siê od rozmowy. Gdy by³a sytuacja odwrotna i gdy my wchodzili¶my na niebezpieczne pole, to bywa³o, ¿e pokazywa³ drzwi wyj¶ciowe albo dawa³ radê: id¼ siê wy¶pij. Drzwi wyj¶ciowe stawa³y siê kilka dni pó¼niej wej¶ciowymi. Scenariusz powtarza³ siê dopóty, dopóki nie rozwi±zali¶my sprawy do koñca. Nie chodzi³o o proste przekonanie, kto mia³ racjê, ale w³a¶nie o sedno sprawy - jak jest lub powinno byæ, i nie by³o ju¿ istotne, ¿e racjê mia³ 18 latek. Potrafi³ s³uchaæ, co z perspektywy czasu widzê, jakie jest trudne. S³ucha³ ca³ym sob± - patrzy³ w oczy rozmówcy, poprawiaj±c systematycznie okulary, albo zamyka³ oczy i spuszcza³ g³owê tak, jakby spowiada³. By³ szczególnie skupiony, gdy rozmowa dotyczy³a trudnych spraw. Przy jego ¿ywym temperamencie musia³ wk³adaæ du¿o energii, ¿eby dotrwaæ do koñca. By³ tak dobrym s³uchaczem, ¿e potrafi³ wyczuæ w g³osie to, co by³o udawaniem, fa³szem, albo po prostu kr±¿eniem obok tematu. Podsumowywa³: a teraz: powiedz: o co tak naprawdê chodzi albo bujaæ to ty mo¿esz ... ale nie mnie. S³ucha³ uprzejmie, kulturalnie, spogl±daj±c dyskretnie na zegarek, ile ju¿ straci³ czasu. S³ucha³ z uwag± i wiedzieli¶my, ¿e to, co mówimy jest dla Niego wa¿ne. Pó¼niej pamiêta³ twarze, imiona, sprawy. Rozmówcy nie byli anonimowi, rozpoznawani w setkach m³odych ludzi, którzy siê z Nim stykali.
Zbigniew Wróblewski
Szef
Nikt nie zapad³ nam tak g³êboko w serce, przez to, ¿e wiele razy
dostali¶my po g³owie". Jednocze¶nie nikt nie da³ nam tyle ciep³a. Mówili¶my swoje
wyznanie wiary: jeden jest Szef, jedna wiara, jeden chrzest. Nikogo innego od tego czasu nie nazywali¶my szefem. Po czasie oazy m³odzie¿owej poszli¶my na studia, za³o¿yli¶my rodzinê. Wydawaæ mog³oby siê, ¿e zapomnieli¶my oazê. Ale odczuwali¶my brak czego¶, co nadaje ¿yciu g³êbszy sens. Niepokój serca ust±pi³, gdy powsta³ kr±g Domowego Ko¶cio³a i tam trafili¶my. W czasie mszy ¶w. w Kolegiacie sta³am z Agnieszk± (jeste¶my razem w krêgu), która powiedzia³a, ¿e czu³aby siê nie na miejscu i by³oby jej ¼le, gdyby teraz nie by³a w Domowym Ko¶ciele. My¶lê, ¿e nie byliby¶my na swoim miejscu. Dziêkujemy, ksiê¿e Marku, ¿e dziêki Tobie teraz jeste¶my na swoim miejscu.
Ada i Darek
Bazyliszkowy wzrok
Ks. Marka pamiêtam jeszcze z czasów, gdy by³am ma³±
dziewczynk±, a on wikariuszem w Parafii Przemienienia Pañskiego w £ukowie. Kilka lat
potem spotka³am siê z nim na Dniach Wspólnoty w Le¶nej Podlaskiej. Pamiêtam, ¿e ostatnie dni oazy up³ywa³y nam na przygotowaniu scenki do Le¶nej. Najwa¿niejsze by³o, czy bêdzie siê podobaæ "szefowi". Ju¿ pó¼niej w czasie przedstawienia, ka¿dy z nas patrzy³, jak zareaguje ks. Marek, czy siê u¶miechnie. Jako oazowicze bali¶my siê go, ale ka¿dy z nas stara³ siê zyskaæ jego szacunek, przychylny u¶miech. Dobrze pamiêtam, ¿e potrafi³ zwróciæ uwagê tak¿e podczas mszy ¶w. W czasie mszy pogrzebowej mojej kole¿ance zadzwoni³ telefon komórkowy. Pierwsza my¶l, która przysz³a jej wtedy do g³owy, to jakby zareagowa³ ks. Marek. Spojrza³by na ni± swoim bazyliszkowym wzrokiem i na pewno nigdy ju¿ nie wziê³aby telefonu do ko¶cio³a.
Ania
Nigdy nie zapomina³ imion
Moja przygoda z Ruchem ¦wiat³o - ¯ycie zaczê³a siê jeszcze w latach 80 - tych i mogê powiedzieæ, ¿e trwa nadal. Ten czas wype³niony by³ tak¿e spotkaniami z ksiêdzem Markiem Borucem, przewa¿nie w Le¶nej Podlaskiej, która by³a Jego "ma³ym królestwem". Kiedy wspominam go teraz widzê cz³owieka, który pokaza³ mi jak byæ blisko Boga, jak byæ z cz³owiekiem, jak akceptowaæ siebie. Zara¿a³ swoimi pasjami, a by³y nimi przyroda, ksi±¿ki, sztuka. Wszystko to przybli¿a³o Go do Boga. Zawsze zachwyca³o mnie to, ¿e mimo tysiêcy ludzi, którzy przewijali siê przez Le¶n± nigdy nie zapomina³ imion, ba nawet nazwisk! Traktowa³ ka¿dego wyj±tkowo Potrafi³ byæ surowy, ale mia³ te¿ niesamowite poczucie humoru. By³ dla mnie autorytetem w trudnym czasie dorastania - pokaza³ co w ¿yciu najwa¿niejsze czego siê mam trzymaæ.
Joanna Nowak
Wypracowanie u ks. Boruca na pi±tkê z plusem
Jestem zbyt sentymentalna - my¶la³am czêsto o sobie, porz±dkuj±c ró¿ne pami±tki ze szkolnych lat. Zeszyty, listy, pamiêtniki ... Nazbiera³o siê tego tyle, ¿e zabiera sporo cennego miejsca w ciasnym mieszkaniu. Mo¿e pozbyæ siê chocia¿ czê¶ci?
W¶ród tych skarbów znajdujê szkolne wypracowanie z religii! Pi±tka z plusem u ksiêdza Marka - nie byle co! Na samo wspomnienie u¶miecham siê. Jak¿e innego wymiaru nabiera i wypracowanie, i ocena po dwudziestu piêciu latach. "Jak kszta³tujê swój charakter, czyli jak wychowujê siebie?" - to temat szkolnej pracy. Teraz wiem, jak m±drym cz³owiekiem, nauczycielem, wychowawc± trzeba byæ, ¿eby zmusiæ nastolatka w wieku dojrzewania, by zastanowi³ siê nad sob±, pomy¶la³, co robi i jaki wp³yw jego w³asne dzia³ania maj± na to, jakim cz³owiekiem staje siê z dnia na dzieñ.
Na tym w³a¶nie polega³ geniusz ksiêdza Marka! Nawet ja, niezrzeszona w stworzonym przez niego ruchu oazowym, ani w harcerstwie, bêd±cych sensem ¿ycia wiêkszo¶ci moich rówie¶ników, poddawa³am siê charyzmie i autorytetowi tego cz³owieka. Nie g³aska³ po g³owie, potrafi³ krzykn±æ, wymaga³ jak od w³asnych dzieci i ... przyci±ga³ coraz wiêcej m³odych ludzi. Wszyscy czasami buntowali¶my siê przeciwko tym wymaganiom, z w³asnej woli wci±¿ jednak pozostaj±c pod ich wp³ywem. Wiedzieli¶my, ¿e ¿aden nasz problem nie zostanie zbagatelizowany, a któ¿ ich nie ma zw³aszcza w wieku dojrzewania? - niesprawiedliwi nauczyciele, wymagaj±cy rodzice, przyjaciele, którzy zdradzili, niespe³nione mi³o¶ci... Jak w tym wszystkim znale¼æ w³a¶ciw± drogê? Nie zbuntowaæ siê i w akcie buntu nie zb³±dziæ? Dopiero teraz zdajê sobie sprawê z powagi zadania, jakie wzi±³ na siebie ksi±dz Boruc.
W³a¶nie On by³ od podejmowania trudnych, czasem niezrozumia³ych i mo¿e zbyt dojrza³ych spraw. Takim by³ temat aborcji. Wielkim wydarzeniem okaza³a siê projekcja po¶wiêconego temu zagadnieniu filmu "Krzyk". Wiele osób oburza³o siê na drastyczne sceny, uwa¿aj±c, ¿e jeste¶my za m³odzi na ich prze¿ywanie. Po latach zrozumia³am, jak skuteczne jest podjêcie dzia³añ profilaktycznych w odpowiednim czasie... Przedwczesna ci±¿a, panika, osamotnienie i ani chwili wahania! Jak dobrze mieæ m±drych nauczycieli!
Do dzi¶ spogl±dam w okno z balkonem na plebanii. Kojarzy siê w³a¶nie z Nim, mimo i¿ mieszka³o po nim wielu ksiê¿y. Tam w wysokich rega³ach kry³y siê setki m±drych ksi±¿ek. W czasach, kiedy trudno o ksi±¿kê religijn±, za jego spraw± dociera³a do m³odych ludzi w³a¶nie taka literatura. Religijna, co nie znaczy nudna, a otwieraj±ca na potrzeby innego cz³owieka. My¶lê, ¿e dziêki temu wychowaniu potrafiê dzi¶ powiedzieæ: "Dobrze, ¿e jeste¶"!, ¿e problemy moich dzieci s± traktowane z nale¿n± im powag±, ¿e zauwa¿am innych ludzi i mog± na mnie liczyæ.
Nie by³o czasu, by powiedzieæ: "Dziêkujê"...
Ewa
WSPOMNIENIA O KS. MARKU
KSIÊGA PAMIÊCI
GALERIA
Ks. Marek o ks. W. Danielskim cz. 1
Ks. Marek o ks. W. Danielskim cz.2
|  |